Jak już pewnie wspominałam staram się ograniczyć ilość chemicznych kosmetyków.
Chciałabym podzielić się z Wami przepisem na peeling:
2 łyżki płatków owsianych
1 łyżka naturalnego miodu
1 łyżka oliwy lub wody - w zależności od tego czy mamy cerę tłustą czy nie
kilka kropel soku z cytryny
Wszystko dokładnie wymieszać - użyć jako peeling i cieszyć się gładką twarzyczką ;-)
piątek, 27 maja 2011
sobota, 23 kwietnia 2011
O posiadaniu...
"Nie myśl o tym, czego nie masz, tak jakbyś to już miał. Ale z tego, co masz, wybierz to, co najbardziej jest cenne, i pomyśl, z jakim byś trudem się o to starał, gdyby tego nie było. A uważaj, byś wskutek upodobania w tej rzeczy nie przyzwyczaił się jej tak wysoko cenić, iżbyś miał doznać niepokoju duszy, gdyby ci jej zabrakło."
Marek Aureliusz, Rozmyślania
Ograniczając stan swego posiadania do rzeczy istotnie potrzebnych łatwiej docenić nam rzeczy cenne niż gdybyśmy próbowali to uczynić w morzu zbędnych gratów. Biorąc rzecz do ręki wiem, że gdyby mi jej zabrakło musiałabym się postarać by znów ją nabyć, jednocześnie wymyślam sposoby jak obyć się bez wspomnianego przedmiotu. Zazwyczaj wymagać to będzie więcej trudu i tym samym dostrzegam jak bardzo mi ona jest przydatna. Wiem jednak przy tym, że i bez niej dałabym sobie radę.
Świadomość prawdziwej wartości otaczających nas przedmiotów uwalnia mnie od nich.
Im mniej mam tym bogatsza się czuję.
Dodatkowo nie kupuję już niczego niskiej jakości, bo jeszcze musi mi wystarczyć na inne... teraz kupuję niewiele, ale za to dobrych rzeczy, z których korzystać będę całe lata.
Chcę niewiele mieć, więc nie czuję na sobie presji posiadania. To mój wybór.
Nie chcę gonić za pieniędzmi, bo te przychodzą i odchodzą... a siebie mogę w tym zatracić na zawsze, poświęcając równocześnie to co w życiu mam najcenniejszego: rodzinę.
Moim zdaniem do wszelkich dóbr materialnych należy nabrać dystansu, im większego tym lepiej.
W dzisiejszym świcie konsumpcjonizmu dzięki minimalizmowi poczułam się wolna .Przypływ większej gotówki był chwilową ucieczką, dawał ułudę wolności, w rezultacie zacieśniał tylko pętle na szyi.
Z jednej strony mogłam zaspokoić chęć posiadania, a z drugiej strony apetyt rósł w miarę jedzenia.
Minimalizm był kluczem do kajdan, sprawił, że dziś jestem odporna na wszelkie reklamy, zabiegi sprzedawców, bo posiadanie, dzięki temu co mam, już tak się nie liczy... Nie tworzę już sobie sztucznych problemów, w stylu: na co wydać pieniądze, albo, że nic ciekawego nie ma w sklepie. Dziś wiem czego chcę.
środa, 20 kwietnia 2011
Seneka o Szczęściu
Po oddaleniu od siebie wszystkiego, co albo kusi ponętą, albo odstrasza zgrozą, zapanuje trwały pokój i wolność. Kiedy bowiem wzgardzimy rozkoszą i bólem, w zamian za rzeczy znikome i błahe, a do tego już przez samą swoją naturę szkodliwe, otrzymujemy w nagrodę radość wielką, niezmąconą, trwałą, dalej pokój i harmonię wewnętrzną, jak również wielkość ducha w przymierzu z łagodnością. Każde okrucieństwo lęgnie -się ze słabości. (...)
Na cnocie zatem polega prawdziwe szczęście. Jakiej rady udzieli ci cnota? Tej, abyś ani za dobro, ani za zło nie uważał niczego, co ci się przytrafi nie z przyczyny bądź cnoty, bądź nieprawości. Następnie abyś był niewzruszony zarówno w obliczu zła, jak i pod wpływem dobra, tak abyś, o ile to tylko możliwe, kształtował siebie na podobieństwo Boga. Jaką nagrodę obiecuje ci cnota za tego rodzaju zadanie bojowe? Rzeczy niezmiernie wielkie i równe przymiotom boskim: w niczym nie doznasz przymusu, niczego nie będziesz potrzebował, staniesz się wolny, bezpieczny, niedostępny dla szkody; żaden twój wysiłek nie pójdzie na marne, żadna przeszkoda nie stanie ci w drodze, wszystko ułoży ci się według twego życzenia, nie spotka cię nic przeciwnego, nic na przekór twemu pragnieniu i woli. ? Sama więc cnota wystarczy do szczęścia? ? A dlaczego doskonała i boska cnota nie miałaby wystarczyć, co więcej ? wystarczyć w obfitości? Czego może brakować człowiekowi, który się znajdzie poza granicą wszelkiego pragnienia? Jakiej rzeczy zewnętrznej potrzeba komuś, kto wszystkie swe dobra zgromadził w sobie? Temu jednak, kto dopiero dąży do cnoty, nawet jeżeli już na tej drodze postąpił daleko, potrzeba w pewnej mierze pobłażliwości losu, ponieważ jeszcze prowadzi zmagania wpośród spraw ludzkich, dopóki nie rozwiąże owego węzła i wszystkich więzów śmiertelnych. Jaka więc tutaj zachodzi różnica? Taka, że jedni są silnie powrozem przymocowani, drudzy ? związani, a jeszcze inni to nawet skrępowani, ten zaś, który się zbliżył do rzeczy wyższych i już wzniósł się znacznie do góry, nosi luźniejsze okowy, jeszcze nie będąc wolny, lecz jakby wolny. (...)
Seneka, O życiu szczęśliwym
Chciałabym rozumieć swoje potrzeby, moc je zaspokoić i nic nadto nie pragnąć...
piątek, 8 kwietnia 2011
Wprowadzam kolejne cięcia... ;)
Tym razem chodzi o ograniczenie ... samej siebie. Jest mnie tu i ówdzie troszeczkę za dużo. Po zimie troszkę mi się przytyło. Po raz pierwszy w życiu... niemiła niespodzianka.
Moim zdaniem najlepszym sposobem na odchudzanie jest jazda rowerem, ale nie mam okazji regularnie trenować. Zatem moim głównym sprzymierzeńcem musi być dieta... odżywiam się dosyć zdrowo, muszę usunąć tylko kilka jej niewłaściwych składników, a przede wszystkim: słodycze. Zawsze byłam łasuchem, ale do tej pory nie miało to wpływu na moją sylwetkę. Teraz ma wprawdzie nie aż tak wielki: 3 kg, jednak nieco zauważalne... trzeba opamiętać się w porę.
A zatem:
zamiast słodkich przekąsek: plasterki marchewki, orzechy, kalarepa, papryka pokrojona w paski, rzodkiewka, czyli coś do pochrupania :-)
Na drugie śniadanie zabiorę ze sobą: placuszki warzywno - owsiane, a pewnie częściej grahamkę i jabłko
Na obiad królować jak dotychczas będą zupy... wyznaję ich kult :-) w domu jadamy obiady dwudaniowe zazwyczaj, drugie danie pójdzie w odstawkę, albo zastąpi zupę... a ta znów zastąpi kolację max. o 18
Uff... mam taki plan... pewnie dietetyk by mnie wyśmiał, ale wierzę, że to poskutkuje.
Dodatkowo nie zapomnę o moim ukochanym rowerze !
Minimalizm powinien również zapanować w moim sposobie odżywiania, żadnych śmieci - tylko to co wartościowe i tylko w ilościach odpowiadających potrzebom mojego organizmu - nie więcej !
Moim zdaniem najlepszym sposobem na odchudzanie jest jazda rowerem, ale nie mam okazji regularnie trenować. Zatem moim głównym sprzymierzeńcem musi być dieta... odżywiam się dosyć zdrowo, muszę usunąć tylko kilka jej niewłaściwych składników, a przede wszystkim: słodycze. Zawsze byłam łasuchem, ale do tej pory nie miało to wpływu na moją sylwetkę. Teraz ma wprawdzie nie aż tak wielki: 3 kg, jednak nieco zauważalne... trzeba opamiętać się w porę.
A zatem:
zamiast słodkich przekąsek: plasterki marchewki, orzechy, kalarepa, papryka pokrojona w paski, rzodkiewka, czyli coś do pochrupania :-)
Na drugie śniadanie zabiorę ze sobą: placuszki warzywno - owsiane, a pewnie częściej grahamkę i jabłko
Na obiad królować jak dotychczas będą zupy... wyznaję ich kult :-) w domu jadamy obiady dwudaniowe zazwyczaj, drugie danie pójdzie w odstawkę, albo zastąpi zupę... a ta znów zastąpi kolację max. o 18
Uff... mam taki plan... pewnie dietetyk by mnie wyśmiał, ale wierzę, że to poskutkuje.
Dodatkowo nie zapomnę o moim ukochanym rowerze !
Minimalizm powinien również zapanować w moim sposobie odżywiania, żadnych śmieci - tylko to co wartościowe i tylko w ilościach odpowiadających potrzebom mojego organizmu - nie więcej !
czwartek, 7 kwietnia 2011
Za co kochamy małe mieszkania...
Lubię swoją niewielką przestrzeń mieszkalną... jest mi w niej wygodnie.
Zastanawiam się, czy zaglądają tutaj osoby, którym podobają się nieduże, przytulne mieszkanka. Jeśli mieliście kiedyś okazję zamieszkiwać takie lokum piszcie co Wam się w nim podobało, czy wybralibyście drugi raz ten sam metraż, jakie jego zalety odkryliście.
Ja lubię małe mieszkanka za:
- przytulność
- brak izolacji od innych domowników, szczególnie podczas wykonywania mało fascynujących prac domowych
- łatwość i szybkość sprzątania
- taniej je ogrzać w zimie i chłodzić latem
- już niewielkie zmiany mogą odświeżyć wnętrze
- zazwyczaj są bardziej pomysłowo urządzone - niewielka powierzchnia zmusza nas do główkowania
- prościej i taniej je umeblować
- tańsze wykończenie albo lepsze w tej samej cenie, co przeciętne wykończenie dużego mieszkania
- wszystko mam "pod ręka"
- niższa cena, niekiedy niższa hipoteka, szybsze uwolnienie się z pęt kredytu...
- pochłaniają mniej energii
Bardzo bym chciała zamienić moje mieszkanko na malutki domek z niewielkim, ale za to pięknym ogrodem.
Mały ogród - mało koszenia :-)
Zastanawiam się, czy zaglądają tutaj osoby, którym podobają się nieduże, przytulne mieszkanka. Jeśli mieliście kiedyś okazję zamieszkiwać takie lokum piszcie co Wam się w nim podobało, czy wybralibyście drugi raz ten sam metraż, jakie jego zalety odkryliście.
Ja lubię małe mieszkanka za:
- przytulność
- brak izolacji od innych domowników, szczególnie podczas wykonywania mało fascynujących prac domowych
- łatwość i szybkość sprzątania
- taniej je ogrzać w zimie i chłodzić latem
- już niewielkie zmiany mogą odświeżyć wnętrze
- zazwyczaj są bardziej pomysłowo urządzone - niewielka powierzchnia zmusza nas do główkowania
- prościej i taniej je umeblować
- tańsze wykończenie albo lepsze w tej samej cenie, co przeciętne wykończenie dużego mieszkania
- wszystko mam "pod ręka"
- niższa cena, niekiedy niższa hipoteka, szybsze uwolnienie się z pęt kredytu...
- pochłaniają mniej energii
Bardzo bym chciała zamienić moje mieszkanko na malutki domek z niewielkim, ale za to pięknym ogrodem.
Mały ogród - mało koszenia :-)
sobota, 19 marca 2011
Chichot losu...
Narobiłam fermentu wśród znajomych... swoimi opowieściami jak to wspaniale zrobić porządek z wszelkimi zbędnymi gratami. No i stało się... znajoma poszła w moje ślady. Przez 3 godziny porządkowała szafę, segregowała rzeczy i kiedy już wiedziała czego na pewno się pozbędzie jej mąż wrócił z pracy i wszystko z powrotem upchnął do szafy tłumacząc, że... się przyda :))) Właśnie siedzi teraz wściekła, bo kosztowało ją to wiele energii, a przy okazji dokonała rozliczenia z samą sobą.... byleby nie doszło do małżeńskich porachunków :)
środa, 2 lutego 2011
Minimalizm organizacja i porządki
Udało mi się spostrzec, że dzięki minimalizmowi definitywnie przestałam być bałaganiarą. :-)
Staram się pozbyć zbędnych przedmiotów, a te które pozostają układam, segreguję. Kiedy jest ich mniej łatwo je uporządkować. Zaczęło mi to sprawiać frajdę.
Do moich szuflad zawitał porządek! A już myślałam, że mnie nigdy się to nie przytrafi...
Lubiłam swoje bałaganiarstwo - do momentu, w którym musiałam coś szybko znaleźć i guzik! Nie mogłam się za nic w świecie potrzebnej rzeczy doszperać. Nigdy nie przepadałam za zakupami ogromnych ilości rzeczy, ale... jestem sentymentalna a do tego nie lubię marnotrawienia czegokolwiek, zatem wiele rzeczy odkładałam do szuflad - na później.
Dzisiaj nadal w moich szafkach można znaleźć różne "przydasie" ale w mocno ograniczonej ilości i tylko takie, co do których istnieje wysokie prawdopodobieństwo tego, że je wykorzystam.
A co za tym idzie po raz pierwszy w życiu odczuwam przyjemność podczas porządków i sprzątania. Stało się to o wiele łatwiejsze, nie ma kurzołapów, prawie gołe blaty - sprząta się teraz ekspresowo.
![]() |
| http://www.hmscleans.com/ |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

