Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minimalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minimalizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 sierpnia 2012

Proste i piękne minimalistyczne czeskie domki

Niedaleko czeskiej stolicy powstały dwa wielkie, choć nieduże, proste dzieła architektoniczne :-)
Bardzo mi się spodobały!









Zdjęcia z: www.sztuka-architektury.pl
Polecam artykuł!

środa, 15 sierpnia 2012

Minimalistyczny dach

Zauważyliście, że wśród "katalogowców" nie istnieją domy z prostym, jednolitym dachem?

A mnie się właśnie taki dach podoba, żadnych lukarn, wolich oczek, okien połaciowych...

Tutaj znalazłam jeden: Teo 3







Prosty, łatwy w wykonaniu, mało awaryjny dach.


Powyżej jeszcze tańsza w realizacji wersja bez okapu.


Pojazdy, minimalistycznie

Otacza nas kult motoryzacji, kult wyczynowego sportu. Ludzie spinają się nad designem aut czy rowerów wyścigowych... A nad czym, moim zdaniem, warto się spiąć minimalnie w obu przypadkach? Warto pomyśleć nad drogą zatrzymania pojazdu. Kiedyś zatrzymałam się dosłownie na centymetry... przed innym autem, fart. Co można jeszcze zrobić aby tych centymetrów nam nie zabrakło? Pomijam jakże istotne kwestie rozwagi i szybkiej reakcji...

1. Doinwestuj w hamulce, dobre tarcze, dobre klocki, dobry płyn hamulcowy. W testach można dostrzec jakie znaczenie może mieć podkręcenie układu hamulcowego.

2. Dobre opony, różnica w cenie nie będzie zbyt wysoka, a dobre ogumienie to podstawa.

 Wiadomo, pogoda, rodzaj nawierzchni i jej stan, nachylenie terenu też robią swoje, ale moim zdaniem szczególnie warto przyjrzeć się tym dwóm elementom. 


Foto z www.aaronsdayoff.com



piątek, 3 sierpnia 2012

Auto w wersji limitowanej ;-)

Dzisiaj nie można rozważać minimalizmu bez kwestii posiadania samochodu. Celowo używam słowa posiadanie, gdyż okazuje się, że wcale nie musimy mieć go na własność. Można wejść w jego posiadanie dzięki wypożyczalni, użyczeniu od rodzinki czy znajomych. W grę wchodzi również współwłasność i współposiadanie. Nie jest to zły pomysł w przypadku, gdy z obie rodziny mają zamiar z auta korzystać jedynie okazjonalnie.

Postanowiłam, w ślad za Mężem :) ograniczyć korzystanie z czterech kółek do minimum.
Nasza okolica, wprawdzie, nie jest rajem dla rowerzystów i bałabym się całkowicie zrezygnować z samochodu, ale redukując korzystanie z niego do minimum a jednocześnie mając go w zasięgu ręki czuję, że to jest to.

Utrzymanie samochodu przy małym przebiegu rocznym nie jest zbyt kosztowne. Mały przebieg to rzadsze naprawy i konserwacja. Koszt podstawowego ubezpieczenia o.c. również nie powinien odstraszać.
Cena niezależności i biorąc pod uwagę niedorozwój naszej komunikacji zbiorowej - po prostu mobilności - do przyjęcia.

A co proponuję zamiast samochodu?

 Para sprawnych nóg - niewątpliwie mój najcenniejszy środek lokomocji :-) Chwała Bogu!

Jakikolwiek rower ( ja do niedawna ujeżdżałam kolarzówkę produkcji czechosłowackiej, którą mój Mąż otrzymał w prezencie z okazji I Komunii Św. ) - ważne by hamulce były sprawne. Chcąc robić większe zakupy warto dodatkowo zainwestować w koszyki, sakwy itp. zdecydowanie  do miasta lepiej nadaje się zwykła damka. No i ja jeszcze muszę doinwestować: przyda się lusterko.

Nie potrzebuję już planować treningów, dzięki rezygnacji z samochodu same się napataczają.
Taki rodzaj nieplanowanej aktywności, bardzo częstej, ale niezbyt męczącej zdaje się być efektywniejszy niż zryw raz w tygodniu. Pisał już o tym Orest. 

Jeżdżąc rzadko nie potrzebny mi jest dobry samochód, wystarczy zupełnie przeciętny, do którego są tanie części, a którego nie zakatuje jeszcze przez lata... Warto dodatkowo przejrzeć statystyki kradzieży - okazuje się, że nawet leciwy samochód może być chodliwym towarem np. VW Passat.

Myśląc o tanim samochodzie zaraz przychodzi mi na myśl bezpieczeństwo. Czy tanie auto jest mniej bezpieczne ? Nie zależy to  od klasy samochodu,  ani od gwiazdek NCAP... ale od naszej wyobraźni, rozwagi  i masy auta... Przy kolizji okazuje się, że warto być tym cięższym zawodnikiem ;-)
Być może lepsza na nasze drogi będzie terenówka czy suv, która pali więcej (co przy małym przebiegu traci znaczenie)...

Z takim podejściem samochód schodzi na daleki plan, nie potrzebuję garażu, wystarczy wiata... i można sobie odpuścić kolejne roboczogodziny ;-)

Chyba już wiem co kiedyś stanie pod naszą wiatą:



Foto dzięki uprzejmości wikipedii :)

I koniecznie zmienię tarcze hamulcowe na te od brembo :-)

Taka opcja wydaje mi się rozsądniejsza niż nowiutkie chromowane cacko...

środa, 18 lipca 2012

Jaki będzie mój dom? Drzewo czy fabryka?

A czy Ty chciałbyś aby Twój dom bardziej przypominał drzewo czy fabrykę?
Polecam obejrznie filmiku.

niedziela, 13 listopada 2011

Nauczona doświadczeniem...

Wielokrotnie pisałam, że rzeczy materialne nie powinny mieć dla nas nadmiernie wielkiego znaczenia i że liczą się przede wszystkim wartości pozamaterialne... a co z sentymentalną wartością przedmiotów?
Miałam okazję sprawdzić swoje teoretyczne rozważania w praktyce. Zgubiłam brylant z pierścionka zaręczynowego. Nigdy nie przepadałam za biżuterią. Był to mój pierwszy pierścionek, ale za to zrobił na mnie ogromne wrażenie. Był skromny i elegancki ( a spodziewałam się raczej "kastetu") - Mąż doskonale trafił w mój gust. Lubiłam spoglądać na brylantowe oczko lśniące w słońcu - być może to głupie, ale przypominało mi to o uroczym, szerokim uśmiechu Ukochanego ;-) 
Brylant przepadł. Przyznam szczerze, że pierścionek wiele stracił przez to na uroku ;p Było mi smutno... nie tyle  z utraty przedmiotu, co tej magii posiadania swojego kawałka tęczy na palcu ;-)
Ale szybko się z tego otrząsnęłam. Początkowo chcieliśmy naprawić pierścionek, ale stwierdziłam, że to już nie ma znaczenia... należy kolekcjonować i  pielęgnować nie przedmioty, a wspomnienia.

środa, 9 listopada 2011

Sposób na sterty czasopism i oszczędności

Systematyczny zakup czasopism to w skali roku niezła sumka, no i z czasem pokaźna kolekcja...więc nie zachowuję ich.  Z reguły oddaję je znajomym, zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie rzuci okiem...
W tym poście autor bloga Oszczędzanie podaje kilka źródeł  ulubionych tygodników za darmo...
w wersji elektronicznej, co dodatkowo rozwiązuje problem domowego składu makulatury. 


Zdjęcie z: www.myrcbox.com

środa, 2 listopada 2011

Wycieczka last minute for free ;]

Bardzo lubię górskie wędrówki,  niestety mieszkam znacznie bliżej morza.... co za tym idzie muszę pokonać ładną traskę zanim dotrę do Zakopanego.

Co najmilej wspominam z górskich wycieczek? 
  • Satysfakcję z pokonania piechotą sporej ilości kilometrów.
  • Piękne widoki.
  • Bliskość dzikiej natury.
Nie udało się nigdzie wyjechać podczas jesiennego urlopu... ale w zamian za to odkryliśmy piękno naszej okolicy.  Mieszkamy przy granicy miejscowości, więc do lasu mamy  zaledwie kilkaset metrów, a dalej już zaczyna się istna bajka: nasyp pozostały po kolejce wąskotorowej tworzy ciekawą trasę, w okolicy same polne rzadko uczęszczane drogi, więc łatwo spotkać tu dzikie zwierzęta... po leśnych ścieżkach chadza się wygodniej niż chodnikami, nie odczuwa się tak "kilometrów w nogach"... 
W zasadzie, nie wiem dlaczego długie piesze wędrówki zarezerwowane były przez nas tylko dla gór... odtąd się to zmieni ;-)
Tęsknię za psem... w domu rodzinnym często wyprowadzałam psa kilkaset metrów za osiedle i mieliśmy wspaniały widok na kilkunastohektarowy staw rybny, który wyglądał zupełnie jak dzikie jezioro... 
W nowym miejscu zamieszkania udało mi się już znaleźć swoje "dzikie miejsce", gdzie mogę podejrzeć ptaki, wiewiórki i sarny, a nawet... indory, należące do gospodarza mieszkającego na odludziu, za lasem... szczerze? boję się ich bardziej niż spotkania z dzikiem, które ostatnio nie wywarło na mnie jakiegoś negatywnego wrażenia. 
I żeby to wszystko przeżyć nie trzeba było się pakować, przemierzać całego kraju, stresować się wyjazdem i wydawać pieniędzy. 
Czy to lepsze od wypadu w góry?
To po prostu coś innego, równie pięknego, na pewno nie jest to gorszą formą rekreacji. 
Zachęcam do lokalnej turystyki ;]

Zdjęcie z: http://www.freepixels.com

niedziela, 2 października 2011

Sposób na wygodne łóżko w kawalerce, bądź innym małym mieszkaniu.

Pisałam już o oszczędzaniu powierzchni mieszkalnej. Tym razem chcę to zagadnienie wykorzystać jako przepis na życie bez sypialni. Ciężko jest się bez niej obyć, gdy raz się ją posiadło. Co za wygoda: nie trzeba z samego rana ścielić łóżka, można z, nazwijmy to oględnie, partnerem życiowym chodzić spać o różnych porach. Pokój dzienny jest stale gotowy na przyjęcie niespodziewanych gości.
A co jeżeli mieszkamy w kawalerce ? Albo  szczęśliwie, mieliśmy okazję przemianować naszą sypialnię na pokój dziecinny ?
W sieci jest wiele rozwiązań kamuflażu łóżka. Tak, czy inaczej - poranne składanie kanapy w pokoju dziennym to nie jedyne rozwiązanie.

W naszym tzw. salonie może stanąć łóżko, które rzecz jasna będziemy musieli zaścielić, ale to o niebo wygodniejsze niż składanie i rozkładanie tapczanu.
Pierwsze, co przyszło mi do głowy to zasłonienie łóżka, najprościej: łóżko z baldachimem. Jest to mebel całkiem reprezentacyjny, a w razie potrzeby nocne pobojowisko można szybko ukryć spuszczając zasłony...

Znalezione na luksusowi.pl Baldacchio Supreme

Są także nowoczesne propozycje:

1. Łóżko kokon zaprojektowane przez  Krisa Van den Berghe. 
 



2. Łóżko łódka






3.  Łóżko, w którym można się czuć jak w bajce, niczym Kasztaniak w pudełku po zapałkach :]



Jest także coś dla zwolenników hamaku. Takie łóżko, przy pomocy prostego mechanizmu na korbkę można by w dzień chować pod sufitem.


A może łóżko - bujanka ?


Myślę, że eleganckie, wysokie łóżko z wielką kołdrą rozwiązałoby problem - tego się nie da niechlujnie zaścielić ;] 20 metrowy pokój dzienny, w mojej opinii pomieściłby kanapę, stolik kawowy i łóżko o szerokości 140 cm, bez wrażenia wielkiego natłoku. Ale przy takim rozwiązaniu należy, w większości,  zrezygnować z meblościanki, komód, witryn itp.

czwartek, 29 września 2011

Studenckie cztery ściany, nowoczesny akademik

Niedawno ukończyłam studia. Studiowałam poza miejscem mojego zamieszkania, więc przyszło mi zagnieździć się na stancji. Mój pokoik, pieszczotliwie przez znajomych nazywany pustelnią, był niewielki z podstawowymi sprzętami. Było mi  w nim idealnie, gdyby nie...  mniej lub bardziej przymusowe kontakty ze współlokatorami. Choć na ogół było fajnie, to im dłużej mieszkaliśmy w jednym składzie, tym bardziej mieliśmy siebie dosyć. Wówczas, moim marzeniem było, aby w mojej pustelni znalazł się aneks kuchenny i łazienka. Poniżej, przedstawiam układ idealny: spacebox: każdy student ma własne 17 metrów kwadratowych upakowane w kolorowy klocek, ustawiony na rusztowaniu obok innych. Studenci żyją we wspólnocie, blisko, ale jednak nie za blisko. Nie są odizolowani, ale też nie są stłoczeni na niewielkiej przestrzeni.  
 Są to całkowicie prefabrykowane budowle, ustawia się je na rusztowaniu przy pomocy dźwigu, łatwo i szybko, z możliwością dalszego przetransportowania. 



 Tutaj możemy podejrzeć jak wygląda pokój jednego ze spaceboxów.



środa, 28 września 2011

W naszym domu nie ma telewizora

W naszym domu nie zagościł dotąd telewizor. Cieszę się z tego niezmiernie, bo to nasza wspólna decyzja.
Przez 2 miesiące zauważyłam następujące plusy:

+ znalazło się więcej czasu na rysowanie, czytanie, majsterkowanie
+ zamiast komody z TV w pokoju dziennym stoi wielkie drewniane biurko z monitorem 24 cale, a pod biurkiem PC. Głośniki komputerowe ładnie brzmią, a nie potrzebujemy dużych kolumn skoro mieszkamy w bloku i chcemy żyć w zgodzie z sąsiadami :-) więc komputer i internet zastępują nam również radio. Możemy wygodnie oglądać filmy  z kanapy. Przekątna ekranu odpowiednia, ekran nie jest wielki i nie odciąga uwagi od drugiej osoby. Przy plazmach 42 cale, przyznam się szczerze, rozmowa mi się nie klei... strasznie mnie to rozprasza.
+ oglądamy co chcemy i kiedy chcemy, bez skakania po kanałach.
+ wspólne posiłki wcinamy ze... sobą, a nie z telewizorem.
+ była okazja pozbyć się nieużywanego xboxa, bo moglibyśmy go sobie  podłączyć... do prądu. ;]

Nie brakuje nam tv wcale. Oczywiście powyższe korzyści można uzyskać nie rezygnując z telewizora, ale potrzeba na to czasu i samozaparcia,  a po co się angażować w coś co w zasadzie nie jest nam potrzebne?
Wolimy skupić się na czymś co jest dla nas ważne.
Jest jedna rzecz, nad którą musimy się postarać: wiadomości. Czasami nie wiemy o czym mówią ludzie.
Ale z drugiej strony czasem się cieszę, że sporo z tego do mnie nie dociera. ;-)

 Pozwolę sobie zacytować Adasia Miauczyńskiego:

"Aby nie jeść samotnie, jem z telewizorem". Dzień Świra.

 Proszę mnie źle nie zrozumieć, oglądanie programów telewizyjnych jest ciekawe i przyjemne i nadal to robimy, ale łatwiej nam jest korzystać z tego dobrodziejstwa za pomocą internetu. Mamy nad tym większą kontrolę.

piątek, 9 września 2011

Motocyklowy Minimalizm



 Jazda motocyklem to dla mnie wielka frajda, a dla wielu innych posiadaczy dwóch kółek- prawdziwa pasja.
Wiąże się z tym wiele niebezpieczeństw grożących minimalistycznemu stylowi życia.

Po pierwsze: sam ubiór motocyklisty to pokaźna sterta przedmiotów: skórzany kombinezon, kask, specjalne obuwie, bandamki, pas nerkowy różne ocieplacze, ochraniacze, rękawice itd. Sporo tego... No i oczywiście, wyróżniony przez Tofalarię Buff.


Po drugie, jak każda pasja, powoduje potrzebę wyrażenia jej w postaci różnych oznak, odznak, znaczków, naklejek na auto, t-shirtów czy też co kto lubi: zawieszek na szyi.

Po trzecie, motoryzacyjnych gadżetów jest całe mnóstwo: uchwyty na bak służące jako rączki dla pasażera, kufry, stelaże, podgrzewane rękawice czy kamizelki, aż po skórzane frędzle przy manetce gazu i dekoracyjne podświetlenie maszyny LED.

Po czwarte, turystyka motocyklowa sprzyja zrzeszaniu się, co wiąże się z nawiązywaniem kontaktów w oparciu o więź członkostwa, co moim zdaniem jest wbrew minimalizmowi, jeśli się człowiek w to mocno angażuje, poświęcając swój czas osobom przypadkowym. Do tego wątku chętnie wrócę w innym wpisie.

Jaki jest mój stosunek do tego wszystkiego?
Na pewno nie warto oszczędzać na ubiorze, tutaj w grę wchodzi bezpieczeństwo, nie chciałabym sunąć w  krótkich spodenkach po asfalcie zdzierając skórę aż do kości... Zdecydowanie polecam kupić tańszy motocykl i dobry kombinezon na początek,  tańszy będzie lepszy, z reguły będzie to mniejsza pojemność silnika, mniejsza moc... a to wbrew pozorom: wielki plus na początek ;-) Zresztą sami zobaczcie film.
Motocyklista również musi rozważyć co jest mu tak naprawdę potrzebne przy motocyklu. Jeśli ktoś posiada motocykl w celach turystycznych obarczy go kuframi... w przeciwieństwie do osoby, która motocykl kupiła dla sportu, której przyda się za to przyczepka do wożenia motocykla na tor wyścigowy... bo czasami można z niego nie wrócić o własnych dwóch kółkach. Przy tym, jazda na torze jest bezpieczniejsza od jazdy w ruchu drogowym i wielu motocyklistów rezygnuje z tej drugiej.



Minimalista oczywiście wyrzeknie się wszelkich szpanerskich akcesoriów. Nie dotyczy to tylko frędzli i odznak, ale również i sprzętu, którego potencjału nie potrafi wykorzystać... Czasami, w dyskusjach o posiadanym sprzęcie aż ciśnie się na usta: "na pewno robi Wam to różnicę". ;p  Szczególnie, gdy zakupem profesjonalnych, sportowych części emocjonuje się osoba wchodząca w zakręty ze średnią prędkością roweru. ;-)
A propos części: tuningowane tłumiki, chopperów ryczące jak diabli.. Szczerze tego nienawidzę. Lubię motocykle, lubię odczuwać działanie siły odśrodkowej w zakręcie, ale nie fascynują mnie decybele emitowane przez tłumik szanownego Pana Szpanera...
Kiedyś jednego z nich chciałam o to zagadnąć, zdziwiłam się niezmiernie jak zaczął wydłubywać stoppery z uszu. Świetnie, wkurzać hałasem innych to jedno, ale generować hałas nie do wytrzymania dla samego siebie? To już pojąć jest mi trudno ;p

Wracając do minimalizmu: postanowiliśmy w tym roku sprzedać kufry, bo jednak nie są nam potrzebne. Cieszę się, że minimalizm jest zaraźliwy i nie pozostaję sama na placu boju...






piątek, 8 lipca 2011

Łamanie kołem

Ostatnio, w sklepie meblowym niechcący podsłyszałam rozmowę pewnej pary...

- Kupmy ten duży zestaw szafek kuchennych
- O.K. ale bez szafek wiszących
- No co Ty, wiesz ile jest gratów do pochowania?!

Czyli standard: nieistotne, czy te graty powinny się nadal znaleźć w kuchni po remoncie. Należy ściągnąć do domu jeszcze więcej gratów żeby schować te zgromadzone dotychczas.

Błędne koło...